piątek, 20 lutego 2015

III
U-kwon + B-bomb
Część I
*Narracja pierwszoosobowa U-kwon*
Jestem uczniem ostatniej klasy liceum. Mam już serdecznie dość tej całej dennej nauki. Szczerze? Każdy dzień w szkole to dla mnie niesamowita udręka. Marzę tylko o tym,żeby wrócić wreszcie do domu i spocząć wygodnie na kanapie w salonie z pilotem w rączce. Tak wygląda dla mnie popołudnie idealne,pewnie nie tylko dla mnie,lecz dla większości nastolatków. 
Mieszkam tylko z rodzicielką. Mój wspaniały ojciec wyjechał jakiś czas temu do Europy..Niby 'pracuje'. Ehe. Jasne. A na portale społecznościowe z imprez to jego sobowtór wrzuca zdjęcia. Eh. Dorośli są dziwni. Przecież wszyscy dobrze wiemy,że kłamstwo ma krótkie nogi. Czy może im to ktoś wytłumaczyć? Byłbym wdzięczny. Niezmiernie.
Rodzicielka też nie jest ślepa. Od dawna już nie kocha ojca. Ciągle zmienia partnerów. Oh. Oczywiście wybiera tylko młodszych..Dlaczego? Nie mam pojęcia. Zazwyczaj są niewiele starsi ode mnie. Czy ona zgłupiała?! Najwyraźniej tak. Bywa.
Jak zwykle zmęczony po dniu w szkole wszedłem do domu trzaskając drzwiami. Lubiłem to robić. Nie wiem czemu. Rzuciłem plecakiem pod schody. Wzruszyłem ramionami. Udałem się do salonu. Spostrzegłem jakiegoś gościa,który wylegiwał się na kanapie. Ekhem. Tak,na mojej ulubionej kanapie. Zdenerwowałem się. Od razu wiedziałem,że to nowy facet mojej świetnej matki. Nie chciało mi się nawet z nim rozmawiać. Z nią tym bardziej. Poszedłem do swojego pokoju. Zamknąłem się w nim i niezadowolony usiadłem na łóżku z laptopem. Przeglądałem portale społecznościowe. Nic ciekawego. Po chwili usłyszałem,że ktoś idzie po schodach. Cudownie. Mamusia. Odłożyłem laptopa. Wstałem. Podszedłem do drzwi. Uchyliłem je. Nie. To nie ona. Zdziwiłem się. Przyjrzałem się temu chłopakowi. Cholerka. On jest ode mnie góra trzy lata starszy! Oszalała! Jeszcze ją posądzą o pedofilię! Ugh. Wychyliłem głowę. Zauważył mnie. Brawo. Uśmiechnąłem się sztucznie. Otworzyłem szerzej drzwi.
-Dzień dobry.-Mruknąłem wychodząc z pokoju. W odpowiedzi usłyszałem śmiech. -Co w tym śmiesznego? Czy Ty masz jakiś problem ze sobą?-Wywróciłem oczami.
-Ja? Oczywiście,że nie. Chciałem Cię po prostu poznać skoro mam tu zamieszkać.-Uśmiechnął się szeroko.
-Zamieszkać? Słucham? Ile Ty masz w ogóle lat,co?!
-Ja? Wystarczająco dużo.-Burknął. Wszedł mi do pokoju. Cóż za kultura. No,no,no. Świetnie żeś wybrała mamo. Wszedłem za nim. Usiadłem wygodnie na łóżku. Usiadł obok. Fuj.
-Więc..Jak masz na imię,co?-Spojrzał na mnie.
-YuKwon.-Odparłem patrząc na podłogę.
-Oh. Uroczo.-Zaśmiał się. Miałem ochotę zawinąć go w kołderkę i sturlać ze schodów. Całkiem dobry pomysł.
-A Ty? Masz jakieś imie? Lubisz starsze kobiety? Bo co? Bardziej doświadczone w łóżku? A może myślisz,że będzie Ci sponsorować jakieś rzeczy? Phi. Zapomnij.
-Słucham? Yh. Kocham Twoją mamę. Naprawdę ją kocham.
-Ehe. Jasne,jasne. Długo razem jesteście? Miesiąc? Dwa? Sorry. Odpada. Miesiąc temu posuwał ją inny. Mój nauczyciel. To ile razem jesteście,co? No pochwal się!
-Tydzień.-Odparł z uśmiechem.
-Ah. I po tygodniu się do niej wprowadzasz? Nie masz własnego domu? Przejrzałem Cię,ha!
-Mam własny dom. Twoja matka zaproponowała wspólne mieszkanie..
-No i nie gadaj,że Ci to nie na rękę. Halo. Masz imię?
-A no mam. MinHyuk.-Mruknął mierząc mnie wzrokiem.
-Aha. I tak zapomne. Możesz już wyjść?
-Hm. Pewnie. Jestem na dole gdybyś coś chciał.-Wstał i wyszedł zamykając za sobą drzwi.
-Tak,tak.-Położyłem się. Westchnąłem głośno. Jakiś palant. 
Wieczorem wróciła mama. Przygotowała kolację. Mieliśmy w trójkę zasiąść przy jednym stole. Bosko. Zszedłem na dół po długich nawoływaniach mamy i jej palanta..To znaczy..I jej chłopaka. Usiadłem na swoim ulubionym miejscu. On obok,mama naprzeciwko. Spojrzałem na niego mroźnym spojrzeniem. Nie mógł wybrać innego miejsca? Czemu akurat obok mnie?! Idiota.
-Smacznego.-Uśmiechnął się szeroko. Oh. Ah. Jakie to sztuczne. Żryj póki możesz. Odwzajemniłem delikatnie uśmiech. Zaczęliśmy jeść. Rozmawiali ze sobą. Ja tylko się im przysłuchiwałem. Miałem ochotę zadać mamie jedno pytanie. Al stwierdziłem,że się powstrzymam. Wstałem od stołu nie ruszając posiłku. Zasunąłem krzesło i poszedłem do pokoju.  Wszedłem po schodach. Poczułem,że ktoś łapie mnie za dłoń i odciąga do tyłu. Pisnąłem cicho. Odwróciłem się. A co on chciał?!
-Cicho,no.-Wciągnął mnie do pokoju. Spojrzałem na niego lekko przerażonym wzrokiem.
-O co Ci chodzi? Co chcesz?-Wyrwałem dłoń. Warknął.
-Dlaczego odszedłeś od stołu? Skończyliśmy jeść? Nie wydaje mi się.-Pokręcił głową.-Powienieneś wrócić i przeprosić swoją mamę. Jest jej przykro. Starała się,a Ty co?! Tak sobie wyszedłeś! Z fochem!
-Przestań się na mnie drzeć!-Wymierzyłem mu cios. Prosto w nos. Uh. Jakie rymy. Zabolało go. Zwinął się w kulkę na podłodze. Zaczął wołać mamę. Super. Przybiegła w oka mgnieniu. Zaczęła się awantura..
Chyba wiadomo jak to wszystko się skończyło? Szlabanem oczywiście! Zero wychodzenia z domu,zero telewizora i zero laptopa. Kocham ją. A raczej ich. Ona takich rzeczy nie wymyśla. Dodatkowo muszę spędzić z nim całą sobotę. Świetnie,prawda? Mamy się 'zapoznać'. Uh. Cudownie. Zapowiada się więc cudowny dzień.
W piątek specjalnie późno poszedłem spać,żeby rano spędzić jak najwięcej czasu w łóżko. Niestety. Na nic się to zdało. Już równo o siódmej MinHyuk był w moim pokoju. Nie wiem dlaczego siedział na mnie. Trochę to dziwne. Fuu. Otworzyłem jedno oko,potem drugie.
-Co Ty tu robisz?!-Wydarłem się. Chyba najgłośniej jak tylko potrafiłem. I dobrze. Zrzuciłem go z siebie. Spadł z mojego łóżka. Uśmiechnąłem się triumfalnie. Leżał teraz na podłodze. Trzymał się za głowę. Jego nos wyglądał tak śmiesznie. Wstałem. Spojrzałem na niego. Zaśmiałem się cicho. W duchu wrzeszczałem z radości. To chyba nic dziwnego. Pozbierał się z podłogi,a szkoda. Mógłby ją jeszcze umyć..Na przykład sobą..Czy coś.  Łypnął na mnie.
-Wychodzimy,zbieraj się. Masz pięć minut,a ja czekam na Ciebie na dole,przy drzwiach.-Wyszedł. Odetchnąłem z ulgą. Zamknąłem za nim drzwi,na klucz. A co tam. Spokojnie się przebrałem. Umyłem ząbki i uczesałem włosy. Byłem gotowy,ale na pewno nie miałem zamiaru nigdzie z nim wychodzić. Usiadłem sobie wygodnie. Wyjąłem batonika. Odpakowałem go i zacząłem konsumować,a raczej pakować do ust,tak..To trafniejsze określenie. Gdy tak sobie odpoczywałem ten idiota [tak,tak. MinHyuk] zaczął dobijać się do mych drzwi. Zaśmiałem się cicho.
-Otwieraj mi te drzwi!-Wrzasnął. Trochę się przestraszyłem,ale nie na tyle,żeby mu te drzwi otworzyć.
-Nie-e. Niby po co? Nie chcę spędzać z Tobą czasu.-Warknąłem.
-A to dlaczego?-Zaśmiał się głośno. Idiota. Debil. Frajer. Mógłbym tak dłużej,ale jaki w tym sens?
-Yh.-Wstałem. Podszedłem do drzwi. Powoli je otwierałem. Spojrzał na mnie chłodnym wzrokiem. Dostałem gęsiej skórki,br.
-No to co,YuKwon? Wychodzimy~
-Ta. Gdzie idziemy,co? Do zoo? Na plac zabaw? A może na lody?
-Na lody? Całkiem ciekawa propozycja. Jakie masz na myśli,hę?-No bez jaj. Czy on naprawdę zadał to pytanie? Ugh. Świetnie. Dopiero po chwili uświadomiłem sobie jak bardzo dziwnie i dwuznacznie to mogło zabrzmieć. Bosko.
-Słucham? Nie wiem o czym mówisz. Lody to lody.
-Tak,oczywiście. Lody to lody. Ale wiesz..Dorośli mają inne lody~
-Ja jestem jeszcze dzieckiem! Chodzę jeszcze do szkoły,więc nie wiem co masz na myśli. Przykro mi.-Wzruszyłem ramionami. Odetchnąłem cicho.
-Mogę Ci pokazać. Chcesz?
-Oh,aleś Ty dobry. Nie trzeba,naprawdę. Nie męcz się. Dowiem się w swoim czasie.-Zaśmiałem się sztucznie.
-To żaden problem. Trzeba edukować młodzież w takich sprawach. Chętnie Ci pomogę.-Przysunął się do mnie. Niebezpiecznie blisko. Delikatnie go odepchnąłem.
-To co? Idziemy? Jestem gotowy! Chodźmy!-Wykrzyknąłem wychodząc z pokoju.
-Ehe,idziemy.-Burknął. Zeszliśmy na dół. Założyłem buty. Wyszedłem prędko z domu. Na zewnątrz czułem się bezpieczniej. Przecież nie zgwałci mnie na oczach ludzi..O ile chciał mnie zgwałcić..Co.. Fuj. Nieważne..